Trafiło się ślepej
kurze ziarno, a dokładniej rzecz ujmując – Madzi drepczącej po tym świecie nadpotliwymi
stópkami, trafiła się okazja przetestowania na własnej skórze czegoś, na co… no
tak całkiem szczerze mówiąc – nie szarpnęłabym się w pierwszej kolejności
potrzeb bytu mego codziennego. Cena zestawu o którym mowa versus hierarchia rzeczy
niezbędnych do przeżycia naszego stadka w akompaniamencie zawsze aktualnego podszeptu
z tyłu głowy „są inne ważniejsze potrzeby” – wszystko to sprawia, że nie jest
to rzecz, którą bym sobie ot tak po prostu kupiła w przypływie pierwszej lepszej
fanaberii z cyklu „bo mi też się coś od życia należy”.
Nadpotliwe stópki –
temat deko krępujący – wie tylko ten, komu pot ze strachu po krzyżu ciurkiem
płynął na myśl, że po kilku godzinach w butach „poza domem” musi gdzieś „u
ludzi” owe buty zdjąć. Komu znana ta ruletka: czy tym razem fizjologia była
łaskawa i jest znośnie, czy może lepiej od razu niepostrzeżenie czmychnąć do
łazienki co by wszystkich obecnych nie uraczyć moją wątpliwą stopo-perfumą? Kto
szykując się na długą podróż w pociągu 3 razy upewniał się czy na pewno wziął w
bagaż podręczny skarpetki na zmianę i trzymał kciuki w nadziei, że tym razem ten
antyperspirant cokolwiek pomoże. Już sama myśl o tym powoduje stres, który – ku
zaskoczeniu całej publiczności ;) – powoduje że pocisz się jeszcze bardziej. Kółeczko
się zamyka. Taka twoja uroda, takie geny, poza tym pewnie jesz nie całkiem
zdrowo, buty też masz zwykłe z daiszmana, skarpetki nie wszystkie z eko-owcy
lub o składzie 100% eko-bawełna/bambus, więc sam żeś sobie winny że ci stópki ordynarnie
mówiąc – kopią. Deal with that! Starając się więc nie wyolbrzymiać problemu i nie
sięgając po ekskluzywne sposoby w stylu niekończącej się serii zabiegów
jonoforezy lub ostrzykiwania botoksem, radzisz sobie jak możesz: szarpnąłeś się
na skarpetki z jonami srebra, jakiś antyperspirant, talk, jakiś nano-psikacz do
butów i obowiązkowo przy sobie zapasowe skarpetki „just in case”. Tragedii nie
ma. Pierdoły powiadacie, problemy pierwszego świata powiadacie - wszystko racja. Zgadzam się, bo sama starałam
się bagatelizować fakt, że skóra między palcami bywa popękana, a stópki zimne
bo/mimo że spocone, i ta wieczna obawa czy tym razem „kopnie”. Taka uroda. Do
czasu kiedy zobaczyłam/doświadczyłam, że da się nieco inaczej.
Od prawie półtora miesiąca
testuję zestaw dla domowej pielęgnacji stóp nadpotliwych KART. Składa się z 3
produktów:
1. Mydełko (Treatment Soap) – pozwala
przywrócić prawidłowe pH skóry. Jest to o tyle ważne, że nadpotliwość na skórze
stóp podnosi jej pH, a zbyt wysokie pH to dosłownie parkiet dirty dancing dla wszelakiej
patogennej, smrodki wywołującej flory. Mydełko jest bardzo wydajne – 1 większa
kropla pozwala mi na spokojne umycie obu szkitek. Już w trakcie mycia czuć odświeżające,
lekko jakby chłodzące działanie. Stosuję rano i wieczorem od prawie 1,5
miesiąca i nadal ponad pół buteleczki. Myślę, że sporadyczne stosowanie tylko
raz dziennie też „zrobi robotę” .
2. Odświeżająca emulsja talkowa (Refreshing Talc
Emulsion) – najprościej mówiąc jest to emulsja, dzięki której stopy nawet
jeżeli się pocą, to dużo mniej i nie jest to tak uciążliwe / nos molestujące ;)
Nie jest to żaden bloker/talkowchłaniacz, ale dzięki zawartości talku, mentolu,
alantoiny, witaminy E, oraz olejków eterycznych z tymianku, lawendy, drzewa
herbacianego, geranium, naprawdę czuje się, że skóra stopy jest odświeżona i chroniona.
Stosuję go raz dziennie – zgodnie z zaleceniami KARTowskimi - rano. Wchłania się
w mgnieniu oka. Jedyne moje zastrzeżenie, to że tuba mogłaby być większa, bo
już widzę, że emulsji ubywa nieproporcjonalnie szybciej, niż mydełka i sprayu.
3. Odświeżający spray do stóp (No Sweat –
Refreshing Feet Spray) - nie jest to antyperspirant sensu stricto; on raczej zapobiega
nadmiernemu poceniu się stóp i neutralizuje nieprzyjemny zapach (działanie przeciwbakteryjne).
Jego super moc polega na tym, że można go stosować zarówno na stopy jak i do
butów (zapobiega rozwojowi infekcji bakteryjnych i grzybiczych). Stosuję go po
umyciu mydełkiem wieczorem, po 2 psiki na stópkę (wydajność porównywalna do
mydełka). Tutaj jednak moja wrodzona czepliwość (i uczciwość… łech łech ;) każe
mi wspomnieć o delikatnym efekcie suchości. Po mojemu tłumaczę to sobie tak, że
jako że jest to preparat o właściwościach bakterio-/grzybobójczych, musi trochę
środowisko przetrzebić, dlatego po odparowaniu sprayu nakładam cienką warstwę
jakiegoś kremiszcza nawilżającego i wtedy jest miodzio.
Podsumowując –
zestaw ten okazał się dla mnie naprawdę swego rodzaju gejmczejdżerem w kontekście
jednego z moich madziowych kompleksów. Byłam bardzo sceptyczna, ale jak bum cyk
cyk - po niespełna 3 tygodniach stosowania, pęknięcia na skórze między palcami praktycznie
znikły, a gdy wieczorem zdejmuję skarpety (nawet po całym dniu zakończonym tańcami),
to stopy owszem – noszą ślady całodziennego zużycia, ale raczej są po prostu zmęczone
(i niezbyt świeże ;) jak reszta ciała. Nie muszę wynosić butów na balkon, ani w
popłochu lecieć pod prysznic, bo inaczej fala uderzeniowa zmiecie domowników (z
psem włącznie). Ten zestaw naprawdę całościowo robi robotę – największą podejrzewam
samo mydełko, bo jako że jestem ostatnio bombardowana szkoleniami udowadniającymi
jak bardzo ważnym fundamentem naszego całego zdrowia jest mikrobiom – rozumiem po
prostu, że największą rolę odegra nie to co „posiejesz” na danej skórze, ale na
jaką glebę trafi. Zdrowy fizjologiczny mikrobiom skóry stóp zaczyna się na
kwaśnym pH i tak utrzymany, daje długofalowy efekt „w tle”. Jedyna ważna notka –
jak wspominałam przy okazji sprayu – może pojawiać się uczucie suchości, bo sam
zestaw nie zastąpi nawilżania skóry stóp, dlatego warto pamiętać o regularnym stosowaniu
jakiegoś nawilżającego mazidła. Jakiego? Ha! Najlepsza marka pytacie? Już
mówię, zdradzę sekret: „codzienny” :)
Zbierając więc do kupy studiowaną przeze mnie teorię plus empiryczny testing na stopach własnych ośmielam się stwierdzić, że KART do pielęgnacji stóp nadpotliwych działa. Z uwagi na dość wysoką cenę nie jest to może kandydat na podarek zamiast par skarpet w śnieżynki lub wody po goleniu oldspajs, ale jeśli macie wśród bliskich kogoś kto boryka się z podobnym kompleksem i nie szkoda wam na takie zbytki zaskórniaków (albo zrzucicie się z ciotką/babcią;) – warto zaszaleć, a nuż komuś zejdzie z garba wstydliwy problemik. Jeden mniej i do przodu!
Ps. Nie zgarniam tantiemów od firmy KART ;) Post jest spontaniczną chęcią połączenia przyjemnego z pożytecznym.
Love and peace Kochani!
Szczęśliwie nie mam problemu. Zaraz zaraz, może go nie ...wyczuwam?
OdpowiedzUsuń