wtorek, 11 listopada 2025

Jestę testerę (testerą ;)?


    Trafiło się ślepej kurze ziarno, a dokładniej rzecz ujmując – Madzi drepczącej po tym świecie nadpotliwymi stópkami, trafiła się okazja przetestowania na własnej skórze czegoś, na co… no tak całkiem szczerze mówiąc – nie szarpnęłabym się w pierwszej kolejności potrzeb bytu mego codziennego. Cena zestawu o którym mowa versus hierarchia rzeczy niezbędnych do przeżycia naszego stadka w akompaniamencie zawsze aktualnego podszeptu z tyłu głowy „są inne ważniejsze potrzeby” – wszystko to sprawia, że nie jest to rzecz, którą bym sobie ot tak po prostu kupiła w przypływie pierwszej lepszej fanaberii z cyklu „bo mi też się coś od życia należy”. 

    Nadpotliwe stópki – temat deko krępujący – wie tylko ten, komu pot ze strachu po krzyżu ciurkiem płynął na myśl, że po kilku godzinach w butach „poza domem” musi gdzieś „u ludzi” owe buty zdjąć. Komu znana ta ruletka: czy tym razem fizjologia była łaskawa i jest znośnie, czy może lepiej od razu niepostrzeżenie czmychnąć do łazienki co by wszystkich obecnych nie uraczyć moją wątpliwą stopo-perfumą? Kto szykując się na długą podróż w pociągu 3 razy upewniał się czy na pewno wziął w bagaż podręczny skarpetki na zmianę i trzymał kciuki w nadziei, że tym razem ten antyperspirant cokolwiek pomoże. Już sama myśl o tym powoduje stres, który – ku zaskoczeniu całej publiczności ;) – powoduje że pocisz się jeszcze bardziej. Kółeczko się zamyka. Taka twoja uroda, takie geny, poza tym pewnie jesz nie całkiem zdrowo, buty też masz zwykłe z daiszmana, skarpetki nie wszystkie z eko-owcy lub o składzie 100% eko-bawełna/bambus, więc sam żeś sobie winny że ci stópki ordynarnie mówiąc – kopią. Deal with that! Starając się więc nie wyolbrzymiać problemu i nie sięgając po ekskluzywne sposoby w stylu niekończącej się serii zabiegów jonoforezy lub ostrzykiwania botoksem, radzisz sobie jak możesz: szarpnąłeś się na skarpetki z jonami srebra, jakiś antyperspirant, talk, jakiś nano-psikacz do butów i obowiązkowo przy sobie zapasowe skarpetki „just in case”. Tragedii nie ma. Pierdoły powiadacie, problemy pierwszego świata powiadacie  - wszystko racja. Zgadzam się, bo sama starałam się bagatelizować fakt, że skóra między palcami bywa popękana, a stópki zimne bo/mimo że spocone, i ta wieczna obawa czy tym razem „kopnie”. Taka uroda. Do czasu kiedy zobaczyłam/doświadczyłam, że da się nieco inaczej.

Od prawie półtora miesiąca testuję zestaw dla domowej pielęgnacji stóp nadpotliwych KART. Składa się z 3 produktów:

1.   Mydełko (Treatment Soap) – pozwala przywrócić prawidłowe pH skóry. Jest to o tyle ważne, że nadpotliwość na skórze stóp podnosi jej pH, a zbyt wysokie pH to dosłownie parkiet dirty dancing dla wszelakiej patogennej, smrodki wywołującej flory. Mydełko jest bardzo wydajne – 1 większa kropla pozwala mi na spokojne umycie obu szkitek. Już w trakcie mycia czuć odświeżające, lekko jakby chłodzące działanie. Stosuję rano i wieczorem od prawie 1,5 miesiąca i nadal ponad pół buteleczki. Myślę, że sporadyczne stosowanie tylko raz dziennie też „zrobi robotę” .

2. Odświeżająca emulsja talkowa (Refreshing Talc Emulsion) – najprościej mówiąc jest to emulsja, dzięki której stopy nawet jeżeli się pocą, to dużo mniej i nie jest to tak uciążliwe / nos molestujące ;) Nie jest to żaden bloker/talkowchłaniacz, ale dzięki zawartości talku, mentolu, alantoiny, witaminy E, oraz olejków eterycznych z tymianku, lawendy, drzewa herbacianego, geranium, naprawdę czuje się, że skóra stopy jest odświeżona i chroniona. Stosuję go raz dziennie – zgodnie z zaleceniami KARTowskimi - rano. Wchłania się w mgnieniu oka. Jedyne moje zastrzeżenie, to że tuba mogłaby być większa, bo już widzę, że emulsji ubywa nieproporcjonalnie szybciej, niż mydełka i sprayu.

3.   Odświeżający spray do stóp (No Sweat – Refreshing Feet Spray) - nie jest to antyperspirant sensu stricto; on raczej zapobiega nadmiernemu poceniu się stóp i neutralizuje nieprzyjemny zapach (działanie przeciwbakteryjne). Jego super moc polega na tym, że można go stosować zarówno na stopy jak i do butów (zapobiega rozwojowi infekcji bakteryjnych i grzybiczych). Stosuję go po umyciu mydełkiem wieczorem, po 2 psiki na stópkę (wydajność porównywalna do mydełka). Tutaj jednak moja wrodzona czepliwość (i uczciwość… łech łech ;) każe mi wspomnieć o delikatnym efekcie suchości. Po mojemu tłumaczę to sobie tak, że jako że jest to preparat o właściwościach bakterio-/grzybobójczych, musi trochę środowisko przetrzebić, dlatego po odparowaniu sprayu nakładam cienką warstwę jakiegoś kremiszcza nawilżającego i wtedy jest miodzio.

    Podsumowując – zestaw ten okazał się dla mnie naprawdę swego rodzaju gejmczejdżerem w kontekście jednego z moich madziowych kompleksów. Byłam bardzo sceptyczna, ale jak bum cyk cyk - po niespełna 3 tygodniach stosowania, pęknięcia na skórze między palcami praktycznie znikły, a gdy wieczorem zdejmuję skarpety (nawet po całym dniu zakończonym tańcami), to stopy owszem – noszą ślady całodziennego zużycia, ale raczej są po prostu zmęczone (i niezbyt świeże ;) jak reszta ciała. Nie muszę wynosić butów na balkon, ani w popłochu lecieć pod prysznic, bo inaczej fala uderzeniowa zmiecie domowników (z psem włącznie). Ten zestaw naprawdę całościowo robi robotę – największą podejrzewam samo mydełko, bo jako że jestem ostatnio bombardowana szkoleniami udowadniającymi jak bardzo ważnym fundamentem naszego całego zdrowia jest mikrobiom – rozumiem po prostu, że największą rolę odegra nie to co „posiejesz” na danej skórze, ale na jaką glebę trafi. Zdrowy fizjologiczny mikrobiom skóry stóp zaczyna się na kwaśnym pH i tak utrzymany, daje długofalowy efekt „w tle”. Jedyna ważna notka – jak wspominałam przy okazji sprayu – może pojawiać się uczucie suchości, bo sam zestaw nie zastąpi nawilżania skóry stóp, dlatego warto pamiętać o regularnym stosowaniu jakiegoś nawilżającego mazidła. Jakiego? Ha! Najlepsza marka pytacie? Już mówię, zdradzę sekret: „codzienny” :)

    Zbierając więc do kupy studiowaną przeze mnie teorię plus empiryczny testing na stopach własnych ośmielam się stwierdzić, że KART do pielęgnacji stóp nadpotliwych działa. Z uwagi na dość wysoką cenę nie jest to może kandydat na podarek zamiast par skarpet w śnieżynki lub wody po goleniu oldspajs, ale jeśli macie wśród bliskich kogoś kto boryka się z podobnym kompleksem i nie szkoda wam na takie zbytki zaskórniaków (albo zrzucicie się z ciotką/babcią;) – warto zaszaleć, a nuż komuś zejdzie z garba wstydliwy problemik. Jeden mniej i do przodu!




Ps. Nie zgarniam tantiemów od firmy KART ;) Post jest spontaniczną chęcią połączenia przyjemnego z pożytecznym. 

Love and peace Kochani!

1 komentarz:

  1. Szczęśliwie nie mam problemu. Zaraz zaraz, może go nie ...wyczuwam?

    OdpowiedzUsuń

Niejebajka

Z góry przepraszam za wisielczy nastrój, którym może przebijać ten wpis. Oprócz tego że podo-nie-je-bajka ( taki mniej więcej główny przekaz...